Lipiec 2022
Kraków i okolice,
i Warszawy trochę
też...
Dni w
Warszawie spędzam w trybie rozpakowanie, pranie, trening, rower, działka,
trening, rower, działka, trening, pranie, pakowanie.
A później
znów wyjeżdżam w góry.
Tym razem "Góry"
Świętokrzyskie, Kraków, Beskid Wyspowy i Ojcowski Park Narodowy z Mamą. Jest
pięknie. Krzemionki, Bukowa Góra, Łysica, Luboń, Ojców i wieczory na Krakowskim
Rynku...
Ale... Cóż,
jestem... Dziwnie zmęczona.
Przez pierwszy tydzień lipca jeszcze
pracowałam, w kolejne intensywnie trenowałam, a w Tatrach,
Bieszczadach i Krakowie intensywnie... Chodziłam, odreagowywałam, podziwiałam,
zwiedzałam, nie chcąc "stracić" ani chwili. I oto lipiec się kończy,
a ja powoli zaczynam myśleć o wrześniu.
I myślę o
nadchodzącym roku szkolnym bardziej ze strachem, niż z nadzieją...
Więc staram się nie myśleć o nim
wcale...
tylko podziwiać i
przeżywać nadal. I tańczyć! To zawsze.
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz