poniedziałek, 3 lipca 2023

I co dalej...?

No dobrze... 

Mamy jednak rok 2023, nie 2003.

Nikt już nie czyta blogów. 

Może kiedyś tu wrócę?

A na razie - zapraszam na moje social media :) 

https://www.facebook.com/marta.potocka.bastet/

https://www.instagram.com/martapotocka_thewoman/


czwartek, 28 lipca 2022

Odrobina (górskiej) różnorodności

Lipiec 2022

Kraków i okolice,

i Warszawy trochę też...

  

Dni w Warszawie spędzam w trybie rozpakowanie, pranie, trening, rower, działka, trening, rower, działka, trening, pranie, pakowanie.


A później znów wyjeżdżam w góry.

Tym razem "Góry" Świętokrzyskie, Kraków, Beskid Wyspowy i Ojcowski Park Narodowy z Mamą. Jest pięknie. Krzemionki, Bukowa Góra, Łysica, Luboń, Ojców i wieczory na Krakowskim Rynku...

 

Ale... Cóż, jestem... Dziwnie zmęczona.

Przez pierwszy tydzień lipca jeszcze pracowałam, w kolejne intensywnie trenowałam, a w Tatrach, Bieszczadach i Krakowie intensywnie... Chodziłam, odreagowywałam, podziwiałam, zwiedzałam, nie chcąc "stracić" ani chwili. I oto lipiec się kończy, a ja powoli zaczynam myśleć o wrześniu.

 

I myślę o nadchodzącym roku szkolnym bardziej ze strachem, niż z nadzieją...

Więc staram się nie myśleć o nim wcale...

 

tylko podziwiać i przeżywać nadal. I tańczyć! To zawsze.




środa, 20 lipca 2022

Bieszczadzka mrucząca przyjazność

 

Bieszczadzki środek tygodnia

(i ten żal, że nie dłużej)

 

Dzień 1

Tatry – Warszawa – Bieszczady

 

Nad ranem wracam do Warszawy, tylko po to, żeby się przepakować i pojechać w Bieszczady. Tym razem nie sama, a z przyjaciółką.

 

Do Lublina prowadzi trasa szybkiego ruchu, nic ciekawego, ale za to... no cóż, szybko. Za Rzeszowem robi się ładnie. Droga wije się wśród wzgórz... A za Sanokiem... Za Sanokiem zaczynają się Bieszczady, co można poznać po ostatniej sprawdzonej stacji przy drodze (to niemal jak Ostatni Przyjazny Dom!), na którą nie dotarły wegetariańskie kanapki, za to jest imponujący wybór czekolady Studentskiej.

Jest późno, ciemno, wszyscy miejscowi, którzy znają te drogi (bez pobocza czy białych linii) na pamięć już dawno mnie wyprzedzili. A tymczasem zatrzymuje nas patrol. A przecież jechałam równiutko 50 km/h... Na zakrętach „agrafkach” („serpentyny” to oklepane określenie) bałabym się szybciej... Ale to nie policja... To straż graniczna. Cóż...

Na miejscu natomiast, w uśpionej bacówce pod Rawkami... Wita nas bardziej przyjazny i budzący mniej smutnych myśli... Kot. Imbir. Ten, co do którego nie wiadomo, czy jest tylko „spasionym maine coonem”, czy jednak synem kotki i rysia...

 

Dzień 2

Rawki

 

Poranek w bacówce budzi moją euforię... Pierwsze poranki w schroniskach mają to w zwyczaju. Ten schroniskowy nastrój, to nieuchwytne „coś”, ta „górskość” wisząca w powietrzu... I ten zapach... jajecznicy na maśle! ;)

Zwierzaków jest tu więcej. Poza kotorysiem Imbirem są jeszcze trzy czarne koty – Rumba, która wciąż się gdzieś kręci, zwijająca się w kłębek na kolanach Moria i warkoczący niczym traktor... No cóż, Traktor. I Hurley, Owczarek Podhalański rozmiarów... No coż, Hurleya ;)

 

Bacówka jest pod Rawkami (konkretnie pod Małą, ale zaraz za nią jest Duża i traktuję je trochę jak Ornaki – Zadni, Pośredni... Mała, Duża... co za różnica?), wybieramy się więc... No, na Rawki. W Bieszczadach jestem inna niż w Tatrach. W Tatrach ma być najwyżej, najstromiej, najdalej. W Tatrach, w takie dni jak te ostatnie, zmagam się z pogodą czy innymi przeciwnościami, nie chcąc dać za wygraną z rozsądkiem. W Bieszczadach nie musi być wysoko, stromo, daleko... W Bieszczadach ma być nastrój. Ma być droga, żeby można nią było iść albo schronisko, żeby można w nim było posiedzieć, pooglądać widoki, popodziwiać zapachy... Cienistego lasu, rozgrzanej łąki... Rawki w zupełności wystarczą. Pogoda jest piękna, takie idealne górskie lato. Ciepło, słonko, trochę obłoczków, lekki wiatr... Falujące połoniny... A wieczorem tęcza. I pełnia księżyca.


Belemnity!

Tatrzańskie zachwycające oczywistości

 

Lipiec 2022

Tatrzański przedłużony weekend

(żadna tam wyprawa)

 

Jak już wspominałam w poprzednim wpisie... Początek tego lata przyniósł dużo przemyśleń. I jeszcze nie wiem, co z nich wynika i co z nimi zrobić...

 

Ale za to... jadę w Tatry. A w Tatrach dobrze się o takich sprawach myśli.

 

wtorek, 19 lipca 2022

Wczesnoletnie przemyślenia

 

Początek lipca 2022

O urlopie i wakacjach,

chociaż to dwie różne rzeczy!

 

 

Jak słusznie mawia moja mądra koleżanka z pracy... Wakacje mają uczniowie. Nauczyciele mają urlop. Tak, ten urlop bywa dłuższy niż w innych zawodach, ale nie, nie trwa on dwa miesiące. Nie wspominając już o tym, ilu nauczycieli w wakacje pracuje na koloniach czy obozach, więc tego urlopu ma nawet mniej niż przedstawiciele innych zawodów!

 

            W tym roku ostatni raz do szkoły idę 5 lipca, ale – jak wspominałam wpis wcześniej – pracować zamierzam systematycznie przez całe wakacje, przynajmniej wtedy, kiedy będę w Warszawie...

 

 

 Ale od lipca faktycznie zaczynam cieszyć się latem.

Wiosna pełna wyzwań

 

Wiosna 2022

Szkolne wycieczki...

czyli kto Ci to funduje?!

 

 

Edynburg, w maju, z licealistami.

 

Pomijając ogromną dezorganizację, panią pilotkę i moją zgubioną na lotnisku walizkę...

To była naprawdę udana wycieczka.

Edynburg to piękne miasto, a my miałyśmy 50 naprawdę wspaniałych dzieciaków.

 

Ale te dzieciaki, niektóre już pełnoletnie, mieszkały u rodzin. I mieli od i do tych rodzin jeździć z nami. A musieli jeździć sami (wspominałam coś o organizacji?). Więc my umierałyśmy ze strachu, gdzie są i co robią po drodze i czy na pewno do tych domów dotrą.

 

A poza tym ciągle marzłam... Chociaż na pogodę nie mogliśmy narzekać, przez 8 dni prawie nie padało, za to było mnóstwo malowniczych chmur, idealnych do rozpoznawania przez moich uczniów z rozszerzenia! :)

 






Bardzo geograficzny początek - centrum naukowe "Dynamic Earth"
oraz wzgórze, które jest wygasłym wulkanem, który jest mutonem!


poniedziałek, 18 lipca 2022

A wiosna przyszła i tak...

 

Wiosna 2022

Wojna...

a wiosna przyszła i tak. 

Tegoroczna wiosna...

 

Tegoroczna wiosna jest trudna. Trudno mi się nią cieszyć, kiedy tak blisko... Tak bezsensownie... Ludzie giną albo tracą wszystko, co tworzyli latami...

 

Ale muszę się nią cieszyć, bo zwariuję. I doceniam ją... Tym bardziej.