No dobrze...
Mamy jednak rok 2023, nie 2003.
Nikt już nie czyta blogów.
Może kiedyś tu wrócę?
A na razie - zapraszam na moje social media :)
https://www.facebook.com/marta.potocka.bastet/
https://www.instagram.com/martapotocka_thewoman/
No dobrze...
Mamy jednak rok 2023, nie 2003.
Nikt już nie czyta blogów.
Może kiedyś tu wrócę?
A na razie - zapraszam na moje social media :)
https://www.facebook.com/marta.potocka.bastet/
https://www.instagram.com/martapotocka_thewoman/
Lipiec 2022
Kraków i okolice,
i Warszawy trochę
też...
Dni w
Warszawie spędzam w trybie rozpakowanie, pranie, trening, rower, działka,
trening, rower, działka, trening, pranie, pakowanie.
A później
znów wyjeżdżam w góry.
Tym razem "Góry"
Świętokrzyskie, Kraków, Beskid Wyspowy i Ojcowski Park Narodowy z Mamą. Jest
pięknie. Krzemionki, Bukowa Góra, Łysica, Luboń, Ojców i wieczory na Krakowskim
Rynku...
Ale... Cóż,
jestem... Dziwnie zmęczona.
Przez pierwszy tydzień lipca jeszcze
pracowałam, w kolejne intensywnie trenowałam, a w Tatrach,
Bieszczadach i Krakowie intensywnie... Chodziłam, odreagowywałam, podziwiałam,
zwiedzałam, nie chcąc "stracić" ani chwili. I oto lipiec się kończy,
a ja powoli zaczynam myśleć o wrześniu.
I myślę o
nadchodzącym roku szkolnym bardziej ze strachem, niż z nadzieją...
Więc staram się nie myśleć o nim
wcale...
tylko podziwiać i
przeżywać nadal. I tańczyć! To zawsze.
Bieszczadzki środek
tygodnia
(i ten żal, że nie
dłużej)
Dzień 1
Tatry – Warszawa –
Bieszczady
Nad ranem
wracam do Warszawy, tylko po to, żeby się przepakować i pojechać w Bieszczady.
Tym razem nie sama, a z przyjaciółką.
Do Lublina
prowadzi trasa szybkiego ruchu, nic ciekawego, ale za to... no cóż, szybko. Za
Rzeszowem robi się ładnie. Droga wije się wśród wzgórz... A za Sanokiem... Za
Sanokiem zaczynają się Bieszczady, co można poznać po ostatniej sprawdzonej
stacji przy drodze (to niemal jak Ostatni Przyjazny Dom!), na którą nie dotarły
wegetariańskie kanapki, za to jest imponujący wybór czekolady Studentskiej.
Jest późno,
ciemno, wszyscy miejscowi, którzy znają te drogi (bez pobocza czy białych
linii) na pamięć już dawno mnie wyprzedzili. A tymczasem zatrzymuje nas patrol.
A przecież jechałam równiutko 50 km/h... Na zakrętach „agrafkach” („serpentyny”
to oklepane określenie) bałabym się szybciej... Ale to nie policja... To straż
graniczna. Cóż...
Na miejscu natomiast, w uśpionej bacówce pod Rawkami... Wita nas bardziej przyjazny i budzący mniej smutnych myśli... Kot. Imbir. Ten, co do którego nie wiadomo, czy jest tylko „spasionym maine coonem”, czy jednak synem kotki i rysia...
Dzień 2
Rawki
Poranek w
bacówce budzi moją euforię... Pierwsze poranki w schroniskach mają to w
zwyczaju. Ten schroniskowy nastrój, to nieuchwytne „coś”, ta „górskość” wisząca
w powietrzu... I ten zapach... jajecznicy na maśle! ;)
Zwierzaków
jest tu więcej. Poza kotorysiem Imbirem są jeszcze trzy czarne koty – Rumba,
która wciąż się gdzieś kręci, zwijająca się w kłębek na kolanach Moria i
warkoczący niczym traktor... No cóż, Traktor. I Hurley, Owczarek Podhalański
rozmiarów... No coż, Hurleya ;)
Bacówka jest pod Rawkami (konkretnie pod Małą, ale zaraz za nią jest Duża i traktuję je trochę jak Ornaki – Zadni, Pośredni... Mała, Duża... co za różnica?), wybieramy się więc... No, na Rawki. W Bieszczadach jestem inna niż w Tatrach. W Tatrach ma być najwyżej, najstromiej, najdalej. W Tatrach, w takie dni jak te ostatnie, zmagam się z pogodą czy innymi przeciwnościami, nie chcąc dać za wygraną z rozsądkiem. W Bieszczadach nie musi być wysoko, stromo, daleko... W Bieszczadach ma być nastrój. Ma być droga, żeby można nią było iść albo schronisko, żeby można w nim było posiedzieć, pooglądać widoki, popodziwiać zapachy... Cienistego lasu, rozgrzanej łąki... Rawki w zupełności wystarczą. Pogoda jest piękna, takie idealne górskie lato. Ciepło, słonko, trochę obłoczków, lekki wiatr... Falujące połoniny... A wieczorem tęcza. I pełnia księżyca.
Lipiec 2022
Tatrzański przedłużony
weekend
(żadna tam wyprawa)
Jak już
wspominałam w poprzednim wpisie... Początek tego lata przyniósł dużo
przemyśleń. I jeszcze nie wiem, co z nich wynika i co z nimi zrobić...
Ale za to...
jadę w Tatry. A w Tatrach dobrze się o takich sprawach myśli.
Początek lipca 2022
O urlopie i wakacjach,
chociaż to dwie różne
rzeczy!
Jak słusznie
mawia moja mądra koleżanka z pracy... Wakacje mają uczniowie. Nauczyciele mają
urlop. Tak, ten urlop bywa dłuższy niż w innych zawodach, ale nie, nie trwa on
dwa miesiące. Nie wspominając już o tym, ilu nauczycieli w wakacje pracuje na
koloniach czy obozach, więc tego urlopu ma nawet mniej niż przedstawiciele
innych zawodów!
W
tym roku ostatni raz do szkoły idę 5 lipca, ale – jak wspominałam wpis wcześniej
– pracować zamierzam systematycznie przez całe wakacje, przynajmniej wtedy,
kiedy będę w Warszawie...
Wiosna 2022
Szkolne wycieczki...
czyli kto Ci to
funduje?!
Edynburg,
w maju, z licealistami.
Pomijając
ogromną dezorganizację, panią pilotkę i moją zgubioną na lotnisku walizkę...
To była
naprawdę udana wycieczka.
Edynburg to
piękne miasto, a my miałyśmy 50 naprawdę wspaniałych dzieciaków.
Ale te
dzieciaki, niektóre już pełnoletnie, mieszkały u rodzin. I mieli od i do tych
rodzin jeździć z nami. A musieli jeździć sami (wspominałam coś o organizacji?).
Więc my umierałyśmy ze strachu, gdzie są i co robią po drodze i czy na pewno do
tych domów dotrą.
A poza tym ciągle marzłam... Chociaż na pogodę nie mogliśmy narzekać, przez 8 dni prawie nie padało, za to było mnóstwo malowniczych chmur, idealnych do rozpoznawania przez moich uczniów z rozszerzenia! :)
Wiosna 2022
Wojna...
Tegoroczna
wiosna...
Tegoroczna
wiosna jest trudna. Trudno mi się nią cieszyć, kiedy tak blisko... Tak
bezsensownie... Ludzie giną albo tracą wszystko, co tworzyli latami...
Ale muszę
się nią cieszyć, bo zwariuję. I doceniam ją... Tym bardziej.