Wiosna 2022
Szkolne wycieczki...
czyli kto Ci to
funduje?!
Edynburg,
w maju, z licealistami.
Pomijając
ogromną dezorganizację, panią pilotkę i moją zgubioną na lotnisku walizkę...
To była
naprawdę udana wycieczka.
Edynburg to
piękne miasto, a my miałyśmy 50 naprawdę wspaniałych dzieciaków.
Ale te
dzieciaki, niektóre już pełnoletnie, mieszkały u rodzin. I mieli od i do tych
rodzin jeździć z nami. A musieli jeździć sami (wspominałam coś o organizacji?).
Więc my umierałyśmy ze strachu, gdzie są i co robią po drodze i czy na pewno do
tych domów dotrą.
A poza tym ciągle marzłam... Chociaż na pogodę nie mogliśmy narzekać, przez 8 dni prawie nie padało, za to było mnóstwo malowniczych chmur, idealnych do rozpoznawania przez moich uczniów z rozszerzenia! :)
I na koniec:
nie wyobrażam sobie przetrwania 8 dni zagranicznej wycieczki z 50 uczniów,
gdyby to nie byli TACY uczniowie. Pogodni, pozytywni, punktualni (zazwyczaj), nienarzekający
(za bardzo), zdyscyplinowani, samodzielni, otwarci na nowe doświadczenia... Wspaniali!
Ps. Wszyscy idziemy. Adaś, idziemy!
A dzień po powrocie miałam 14 h w pracy (lekcje od 8 i bal ósmoklasistów do 22). Tydzień zajęło mi dojście do siebie, zwłaszcza, że to w szkole gorący okres tuż przed wystawieniem ocen końcowych...
A kiedy już
jako tako się ogarnęłam... pojechałam na kolejną wycieczkę.
Poznań
i Spreewald, w czerwcu, z ósmoklasistami.
I to była
świetna wycieczka.
Już bez
żadnych „ale”.
A nasze
dzieciaki też były wspaniałe i nawet w miarę dały nam w nocy spać.
Problem w
tym, że każda taka wycieczka to ciągłe napięcie, ciągły stan gotowości.
Ledwo
doszłam do siebie po tej, a już zaczęła się... końcówka
roku szkolnego. Wystawianie ostatnich ocen, trudne decyzje...
Upychanie młodych ludzi z ich predyspozycjami i staraniami w tylko sześć
szufladek... I absurdalnie długa lista rzeczy do zrobienia, na której
drukowanie świadectw i przygotowanie prezentacji na koniec roku są
wierzchołkiem góry lodowej.
I całkiem
sporo takich rzeczy, które muszą być zrobione, wcale nie koniecznie przeze
mnie... Ale jakoś tak wychodzi, że robię je ja. Bo umiem i bo te moje robię
szybko i sprawnie, więc później wszyscy proszą mnie o pomoc.
A później
przychodzą wyczekane wakacje. Dla uczniów. Ja ostatni raz idę do szkoły 5
lipca. Poza tym mam poczucie, że w moim wykonaniu był to naprawdę kiepski rok.
Więc mam całą listę postanowień. I kolejnych rzeczy do zrobienia przez wakacje.
W te dni, kiedy będę w Warszawie, zamierzam (oczywiście) trenować taniec,
ale też jeździć na działkę z laptopem i trochę się uczyć i pracować...
Bo to nie był dobry rok
szkolny...
Ich chcę się postarać,
żeby kolejny był lepszy...













































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz