wtorek, 19 lipca 2022

Wiosna pełna wyzwań

 

Wiosna 2022

Szkolne wycieczki...

czyli kto Ci to funduje?!

 

 

Edynburg, w maju, z licealistami.

 

Pomijając ogromną dezorganizację, panią pilotkę i moją zgubioną na lotnisku walizkę...

To była naprawdę udana wycieczka.

Edynburg to piękne miasto, a my miałyśmy 50 naprawdę wspaniałych dzieciaków.

 

Ale te dzieciaki, niektóre już pełnoletnie, mieszkały u rodzin. I mieli od i do tych rodzin jeździć z nami. A musieli jeździć sami (wspominałam coś o organizacji?). Więc my umierałyśmy ze strachu, gdzie są i co robią po drodze i czy na pewno do tych domów dotrą.

 

A poza tym ciągle marzłam... Chociaż na pogodę nie mogliśmy narzekać, przez 8 dni prawie nie padało, za to było mnóstwo malowniczych chmur, idealnych do rozpoznawania przez moich uczniów z rozszerzenia! :)

 






Bardzo geograficzny początek - centrum naukowe "Dynamic Earth"
oraz wzgórze, które jest wygasłym wulkanem, który jest mutonem!









Piękny zamek i różne panoramy miasta... I te chmury!


I dużo kwiatów!
Oraz "pachołek" (właściwie iglica).




Jest też galeria sztuki z salką pełną impresjonistów, malownicza plaża...
i ulica Pokątna! 


Farma ze szkockimi... krowami! 
Szkockie krowy są wielkie, rude, kudłate i bardzo... miziaste :) 
Biegałam po wzgórzach (podobno niczym kozica), żeby je znaleźć i żebyśmy mogły je trochę...
Potarmosić :)



Szkoci też uwielbiają swoje krowy ;) 
Np. nasi gospodarze mieli zdjęcia na ścianach!




  

  

Była też wycieczka do urokliwego Stirling... 

  
I mniej urokliwego Glasgow ;)

  
Dostałam od wspaniałej koleżanki czapkę i... jakoś przetrwałam ;)

I na koniec: nie wyobrażam sobie przetrwania 8 dni zagranicznej wycieczki z 50 uczniów, gdyby to nie byli TACY uczniowie. Pogodni, pozytywni, punktualni (zazwyczaj), nienarzekający (za bardzo), zdyscyplinowani, samodzielni, otwarci na nowe doświadczenia... Wspaniali! Ps. Wszyscy idziemy. Adaś, idziemy!

 

A dzień po powrocie miałam 14 h w pracy (lekcje od 8 i bal ósmoklasistów do 22). Tydzień zajęło mi dojście do siebie, zwłaszcza, że to w szkole gorący okres tuż przed wystawieniem ocen końcowych...

 

A kiedy już jako tako się ogarnęłam... pojechałam na kolejną wycieczkę.

 

 

 

Poznań i Spreewald, w czerwcu, z ósmoklasistami.

 

I to była świetna wycieczka.

Już bez żadnych „ale”.

 

A nasze dzieciaki też były wspaniałe i nawet w miarę dały nam w nocy spać.

 

Interesująca flora i fauna Palmiarni...

  
Enigma, czyli centrum szyfrów, w którym mogłabym spędzić cały dzień...
Dzieciaki też, niektórych trudno było stamtąd wygonić. I wszyscy bawiliśmy się świetnie!

Brama Poznania - Interaktywne Centrum Historyczne Ostrowa Tumskiego



A tu piękny Spreewald i... e... bobry...?!
 

Problem w tym, że każda taka wycieczka to ciągłe napięcie, ciągły stan gotowości.

 

 ***

 

Ledwo doszłam do siebie po tej, a już zaczęła się... końcówka roku szkolnego. Wystawianie ostatnich ocen, trudne decyzje... Upychanie młodych ludzi z ich predyspozycjami i staraniami w tylko sześć szufladek... I absurdalnie długa lista rzeczy do zrobienia, na której drukowanie świadectw i przygotowanie prezentacji na koniec roku są wierzchołkiem góry lodowej.

 

I całkiem sporo takich rzeczy, które muszą być zrobione, wcale nie koniecznie przeze mnie... Ale jakoś tak wychodzi, że robię je ja. Bo umiem i bo te moje robię szybko i sprawnie, więc później wszyscy proszą mnie o pomoc.

 

A później przychodzą wyczekane wakacje. Dla uczniów. Ja ostatni raz idę do szkoły 5 lipca. Poza tym mam poczucie, że w moim wykonaniu był to naprawdę kiepski rok. Więc mam całą listę postanowień. I kolejnych rzeczy do zrobienia przez wakacje. W te dni, kiedy będę w Warszawie, zamierzam (oczywiście) trenować taniec, ale też jeździć na działkę z laptopem i trochę się uczyć i pracować...

 

Bo to nie był dobry rok szkolny...

Ich chcę się postarać, żeby kolejny był lepszy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz