poniedziałek, 29 lipca 2019

Majowe wojaże


Maj 2019
„Jeździsz po świecie za darmo”,
czyli szkolne wycieczki!

Wycieczki szkolne to temat kontrowersyjny. Zagraniczne zwłaszcza. Część uczniów, wielu rodziców i ogólnie znaczna część społeczeństwa żywi przekonanie, że jest to darmowe zwiedzanie świata. Jak jest naprawdę, to wiedzą chyba tylko nauczyciele, wychowawcy, instruktorzy i ogólnie osoby, które takie wycieczki kiedykolwiek organizowały. Nauczona doświadczeniem jako wychowawczyni kolonijna, komendantka obozów harcerskich i pilotka wycieczek, wiem, że to nie jest sielanka. To jest ciężka praca, czasami naprawdę przez całą dobę. Po strajku znaczna część nauczycieli i nauczycielek odmówiła udziału w wycieczkach i szczerze mówiąc zupełnie im się nie dziwię. My jesteśmy szkołą prywatną, pracujemy na innych zasadach, nie strajkowaliśmy, a i wycieczki odbyły się normalnie. Tak się złożyło, że w tym roku brałam udział w dwóch z nich:
 z klasami siódmymi i ósmymi do Wiednia
 z gimnazjum i liceum na Maltę.
I podczas obydwu działo się naprawdę dużo, ale opowiedzieć mogę tylko niewiele.

Między innymi:
 Jak na każdej szkolnej wycieczce, uczniowie byli zainteresowani wszystkim, tylko nie zwiedzaniem.
Na Malcie nie był to duży problem, bo i zwiedzania nie było zbyt wiele – to był wyjazd językowy, więc zajęcia w szkole językowej zajmowały sporą część dnia.
W Wiedniu jednak Przewodniczka była bardzo sympatyczna i naprawdę starała się opowiadać tylko wybrane ciekawostki i nie zanudzać dzieciaków, więc było to przykre.
 Jak na każdej szkolnej wycieczce, mało było spania, za to dużo – pilnowania cieszy nocnej i znajdowania chłopaków pod łóżkami i w szafach w pokojach dziewczyn w środku nocy.
Na Malcie co prawda uczniowie mieszkali u rodzin, ale jakoś tak wyszło, że zaistniały inne nocne problemy, na przykład konieczność odprowadzania niektórych grup i przeniesienia innych albo odbieranie telefonów w sprawie uczniów (aczkolwiek wcale nie tych z wycieczki) o trzeciej w nocy.
Swoją drogą jak już jest się o czwartej nad ranem w nieswoim pokoju i wie się, że nauczycielki śpią dwa pokoje dalej, to rozsądnie byłoby zachować ciszę, co dałoby dużą szansę na to, że wspomniane nauczycielki się nie zorientują, a nie drzeć się na cały korytarz.
 Bardzo dużo było też narzekania i problemów z brakiem komunikacji.
Liczne były na przykład sytuacje, w których uczniowie mieli jakiś problem, o którym mówili rodzicom, ale nie mówili nam. I później rodzice dzwonili do nas z pretensjami, że wiemy o problemie a nic z nim nie robimy...
 Bardzo smutne na takich wyjazdach jest też to, że nauczyciele są „tymi złymi” i „niczego nie rozumieją”.
A to działa tak, że nauczyciele / opiekunowie / wychowawcy / drużynowi są w pełni świadomi odpowiedzialności za zdrowie i życie dzieciaków, nawet tych pełnoletnich licealistów i dlatego pewnych rzeczy zabraniają, a inne nakazują. Nie dlatego, że taki mają kaprys. Nie dlatego, że mają ochotę uprzykrzyć uczniom życie. Tylko dlatego, że zdają sobie sprawę z tego, jakie mogą być konsekwencje.
 Kolejną smutną sprawą jest to, że bardzo często rodzice pod koniec wakacji są wykończeni koniecznością ciągłego organizowania czasu własnym dzieciom i marzą o tym, żeby wakacje już się skończyły...
Ale jednocześnie są przekonani, że nauczyciel na szkolnej wycieczce jest na wakacjach za ich pieniądze.
 Żeby nie było, że narzekam – było też wiele zabawnych sytuacji.
Na przykład (w związku z niespodziewanym zbiegiem okoliczności, takich jak to, że jedna uczennica zaspała i przyjechała na lotnisko godzinę po czasie naszej zbiórki, a inna była na czas i nawet miała paszport, tyle że nie swój) zostałam uznana za siostrę jednej z naszych gimnazjalistek.
W wyniku innego niespodziewanego zbiegu okoliczności, takich jak to, że jeden z nauczycieli w szkole językowej się rozchorował, a nasi uczniowie (gimnazjaliści i licealiści) mogli wybrać jedną z wielu propozycji, jakimi szkoła postanowiła nam zrekompensować straconą lekcję... obejrzałam w kinie Detektywa Pikachu.
 Równie wiele było naprawdę miłych chwil.
Były rozmowy z innymi nauczycielami, którzy są naprawdę mili, życzliwi i dowcipni. Były ciekawe i emocjonalne rozmowy z uczniami.
 No i było też zwiedzanie.
Czasami sprawdzało się ono do pilnowania, żeby zapatrzony w ekran telefonu uczeń nie wpadł pod samochód albo nie odłączył się od grupy, a czasami – do ciągłego odpowiadania na wszelkie narzekania typu „po co tam idziemy”, „kiedy skończymy zwiedzanie i wrócimy do pokojów”, „bolą mnie nogi”, „to nudne”, itp. i wiecznego powtarzania tego, co już pięć razy zostało powiedziane (na przykład – kiedy i gdzie będzie zbiórka).
Ale bywało też naprawdę ładnie!

Hundertwasserhaus

Gdzieś przed Hofburgiem (chyba)

Ogrody Schönbrunn

Albertina

Albertina

Gozo (Ramla Beach)

Gozo (Ramla Beach)

Ftira (danie lokalnej kuchni)

Selfie z klifami i pogodą (zawsze strasznie wieje)

Klify na Gozo

Budka telefoniczna (lustro znaczy) w szkole językowej

Mdina

 
Rejs wokół Mariny

 
No naprawdę darmowe wakacje!

I mimo, że zazwyczaj po powrocie z takiej wycieczki śpię dobę, żeby jakoś dojść do siebie,
to nie są one aż takie złe.
Głównie dzięki temu, że mam na nich doskonałe towarzystwo
– kochanych nauczycieli i naprawdę fajnych uczniów!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz