wtorek, 30 lipca 2019

Migawki z Andaluzji

Lipiec 2019
Migawki z Andaluzji
Zachwycająco romantycznej!

 

Białe wioski Andaluzji


Wszystko jest zawieszone, jakby czas na chwilę się zatrzymał. Nawet konie i kozy zastygły w bezruchu. Jakby to rozpalone słońcem popołudnie wśród szerokich, porośniętych słonecznikami wzgórz, porozcinanych ukwieconymi na różowo wąwozami, usianych białymi miasteczkami i zwieńczonych postrzępionymi skałami na tle nieba tak błękitnego, że aż boli i nad jeziorem o tafli gładkiej jak lustro, miało się nigdy nie skończyć...

Ostatnio mówiłam i pisałam głównie z ironią, czasem z dowcipem lub goryczą. Lubię pisać. Pisząc porządkuje sobie świat, przelewam na papier rozbiegane myśli, utrwalam ulotne chwile, przekuwam je na nieśmiertelne wspomnienia... A to rozpalone słońcem, ciche, nieruchome, zawieszone poza czasem popołudnie w Andaluzji przypomniało mi, że nie tak lubię pisać najbardziej. Najbardziej lubię pisać z pasją i zachwytem...

Jesienią Andaluzja urzekła mnie chyba bardziej niż latem. Może dlatego, że andaluzyjska jesień ma w sobie ciepło, słońce, zieleń i kwiaty, czyli wszystko to, czego brakuje w jesieni polskiej... Ale lato też jest tu piękne. Chwilami i miejscami zaskakująco chłodne, mgliste, pochmurne, nawet deszczowe. Kontynentalna, rozpalona słońcem Sewilla była wiecznie gorąca, podobnie jak Kordoba. Nieskazitelnie błękitne niebo wieńczyło też Rondę i małe wioski w Serranía de Ronda, jednak tam, w otoczeniu jurajskich skał i kwitnących słoneczników panował przyjemny chłód. Natomiast Kadyks, Huelva i Gibraltar zaskoczyły mnie siłą oceanicznych wpływów. Kadyks i Gibraltar były pochmurne, lekko nawet ponure, z pojedynczymi kroplami deszczu, Huelva cudownie słoneczna, ale chłodna silną i zimną bryzą... 









Kadyks to wieże, wapień i ocean. Wieża kościoła i Torra Tavira z camerą obscurą, z których rozciąga się panorama miasta i widok na nieskończony ocean... I raj dla geomorfolożki. Kościół cały z wapieni muszlowych i wybrzeże całe z organodetrytycznych wapieni porośniętych zieleniejącymi jak szmaragdy algami i poprzetykanych muszlami ostryg.




 






Kordoba to Mezquita. Las kolumn i arabeski, z którymi mogą równać się tylko te w grenadyjskiej Alhambrze. Meczet i katedra na raz. Katera w meczecie. Ale też pozostałości z czasów rzymskich, piękny most, mury miejskie i ukwiecone patia. Kordoba smakuje salmorejo (zagęszczonym gazpacho) i berenjenas con miel (bakłażanami ze słodkim sosem na bazie melasy). Miasteczko nie jest duże, więc zawędrowaliśmy nawet do Muzeum Sztuki Współczesnej, które jest miejscem bardzo psychodelicznym. „Oliwka Pokoju” przed wejściem to taki przyjemniejszy akcent...



Gibraltar dla mnie to przede wszystkim Skała. A z niej – widoki na Afrykę. A w niej – olbrzymią krasowa jaskinia. A na niej – przyjaźnie usposobione Makaki. Chociaż działa i wydrążone w miękkiej skale tunele, tworzące z niej naturalną fortecę, też są interesujące.




Ronda to wąwóz i most. Niesamowity spokój otaczających miasteczko gór kontrastuje ze straszną przeszłością. Podczas wojny domowej z tutejszego mostu zrzucono pięć tysięcy osób. Ten most, to miasteczko, te góry... To jest właśnie to, co oczami wyobraźni widziałam czytając „Komu bije dzwon” Hemingwaya, który zresztą podobno też tu był, też się zachwycił i tu się zainspirował.





Huelva i Punta Umbria to szmer oceanu, błękit nieba, chłodna bryza, gorący piasek, wielkie muszle, oceaniczne pływy, taniec na plaży...



 

 

 






 

 

Sewilla... Sewilla to bogactwo. To rozrzeźbiona katedra, egzotyczne ogrody Alcazaru i te wokół Plaza de Espania, Generalne Archiwum Indii, Królewska Fabryka Cygar, to styl mudejar, arabeski, kolorowe płytki, fontanny, platany, palmy, papugi, drzewka pomarańczowe, powiew orientu, ciekawość świata, wielkie odkrycia, tańczone na ulicach flamenco i tango argentyńskie, rozlewający się leniwie Gwadalkiwir, ale też mało znane, a mające pewien szczegóły urok tereny po expo 1992.

Sewilla skradła moje serce jesienią i ponownie urzekła latem!















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz