Lipiec / Sierpień 2019
Lato w mieście, chociaż nie całkiem
Czyli magisterka pod rozłożystą czereśnią
Daleki pomruk miasta
Szmer wiatru w koronach drzew
Cień starej i rozłożystej czereśni
Ciche melodie i nawoływania ptaków
Jednostajny szum wody z głębinowej studni
Dojrzewające ogórki, kwitnąca fasolka, czerwieniejące
pomidorki
Brzęczenie pracowitych pszczół na dorodnych malwach i
nagietkach
Trzepot skrzydeł stada nakrapianych szpaków, zrywających się
nagle do lotu
Czasem zapach kwiatów, czasem świeżo skoszonej trawy, czasem
po prostu wiatru i lata
Ciepłe promienie słońca muskające chwilami skórę
Tak
wygląda teraz moje stanowisko pracy.
Niech
żyje zieleń miejska i ogródki działkowe, tak niepopularne wśród developerów!
Złociste
promienie popołudniowego słońca kładą długie cienie wśród drzew
Smutno wąska strużka Wisły powoli, ale niestrudzenie brnie w
kierunku morza.
W koszyku wiozę bukiet fioletowych dzwonków.
Wiatr czasem pieszczotliwie rozwiewa mi włosy, a czasem
wściekle uderza w twarz.
Czasem spadają wielkie krople deszczu, a czasem pali słońce.
Olbrzymia tęcza po burzy spina brzegi rzeki.
Trawy kwitną, motyle trzepoczą skrzydłami, fontanny szumią.
Beztroskie dzieciaki chlapią wodą i śmieją się perliście.
Para staruszków przysiada na ławce i karmi ptaki ziarnem
(szczęśliwie nie chlebem).
Tak
wygląda teraz moja droga na stanowisko pracy.
Plan
był prosty – siedzieć w domu i pisać etnologiczną magisterkę.
Żeby
nie zwariować – robić przerwy na taniec i wrócić do pełni tanecznej formy.
Z realizacją – poszło gorzej.
Pierwszy
tydzień po powrocie z Hiszpanii był trudny. Poza urodzinami przyjaciółki, obiadami
u obu Mam (mojej i karolowej) oraz podziwianiem „Bajadery” Baletu Bolszoj w Ogrodach
Muzycznych na Starym Mieście... Zrobiłam niewiele. To znaczy... Zrobiłam
porządki. W mieszkaniu, takie standardowe, po wyjeździe, jakieś pranie głównie.
W roślinkach, bo niektóre trochę zapuściłam pod koniec roku i na przykład
sukulenty urosły tak wysokie, że aż się połamały, a zamioculcas postanowił
rozsadzić korzeniami doniczkę. W szeroko pojętych urządzeniach (laptop,
czytnik, telefon), w których zazwyczaj dbam o idealny ład hierarchicznie
uporządkowanych folderów, a ostatni wkradło się tam nieco chaosu, a poza tym
trzeba im czasem zmienić etui. W notatkach ze szkoły i studiów z całego roku. W
prezentach i pamiątkach, których trochę dostałam od uczniów i jeszcze
trochę przywiozłam w Hiszpanii... I tyle. Poza tym spałam do południa i
oglądałam serial. Planowałam cokolwiek napisać, a w przerwach słuchać
muzyki, układając choreografie albo audiobooków – ćwicząc technikę. A nie
spać i oglądać serial. Ale wyszło jak wyszło. Chyba tego potrzebowałam. Chyba
musiałam odpocząć i odreagować ten rok. Trochę też smutałam, że była Hiszpania
i było pięknie, a teraz siedzę sama w domu i zamiast zwiedzać i podziwiać mam
pisać i trenować.
Zauważywszy,
że nie są to dla mnie motywujące i sprzyjające okoliczności, postanowiłam
zmieniać plan. Plany są dobre. Wspaniałe wręcz! Uwielbiam planować. Muszę
planować, bo inaczej się gubię. Nie mam natomiast problemu ze zmienianiem
planów w zależności od okoliczności. W końcu one są dla mnie, a nie ja dla
nich. I tak oto zamiast tańczyć codziennie, tańczę tylko w te dni, kiedy nie
jadę na działkę rodziców. Bo kiedy jadę, to rowerem. Nie jest to może to samo,
a dystans 23 km nie powala, ale zawsze to jakaś aktywność. Nie piszę też sama w
domu, tylko wśród ludzi (i innych stworzeń) na działce. Na działce bywają
moi rodzice, ciocia, jej brat, mój brat cioteczny z żoną lub ich dzieci, moja
siostra cioteczna z mężem lub ich dzieci, pszczoły, motyle, sroki, szpaki...
Poza aktywnością fizyczną dbam więc tez o więzy rodzinne i kontakt z naturą.
Same korzyści!
A
i magisterka się pisze. Powoli, bo jest trudniejsza niż poprzednia. Geografię
studiowałam wcześniej przez te 5 lat i napisałam z niej licencjat. Miałam
świetne badania terenowe i dobre podstawy teoretyczne. Teraz też mam świetne
badania terenowe, tyle że długo się nad nimi pracuje, po przepisywanie
półgodzinnego wywiadu trwa ze trzy godziny. Poza tym nie znam aż tak dobrze
teorii, więc te podstawy teoretyczne, które poprzednio po prostu wzięłam sobie
z licencjatu i trochę rozszerzyłam, teraz muszę znaleźć. Mam więc znacznie
więcej czytania i notowania oraz przepisywania, zamiast prawdziwego pisania
pracy, ale jakoś idzie.
Można trzymać kciuki!
Można trzymać kciuki!











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz