Luty 2020
Pojedyncze krótkie przemyślenie
w dość wyjątkowym dniu
Dziś siedemnasty lutego, czyli czterdziesta rocznica pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest. Dokonali Go Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki. W moim domu duch gór zawsze był obecny, a mój ukochany Wuj znał osobiście Pana Krzysztofa Wielickiego, więc i o ich wyprawie wiele się mówiło.
Dziś również rozpoczyna się drugi tydzień warszawskich ferii, a ja od rana co chwilę przerywam różne czynności, żeby zapisywać pomysły – na dzień otwarty, na praktyczne zaliczenie, na ciekawą lekcję – które plączą mi się po głowie. Dużo ostatnio czytam i rozmawiam z inspirującymi ludźmi o polskiej szkole. O tym, że jest źle, ale można oddolnie, powoli, małymi krokami to zmieniać.
I nagle olśnił mnie pewien kontrast. Coś, czego zupełnie nie rozumiem. Dlaczego o pewnych ludziach mówimy jak o bohaterach, a o innych zupełnie zapominamy...? Robi na nas wrażenie to, co wielkie i spektakularne, a nie zauważamy tego, co powolne i mozolne. Zupełnie nie umniejszam dokonań naszych himalaistów! Przecież i za ich wyprawą stoją tysiące godzin spędzonych na pokonywaniu wszelakich trudności. Ale dzisiaj jakoś wyjątkowo chciałabym, żeby ktoś dostrzegł nas – nauczycieli czy lekarzy w Polsce. Tych dobrych. Jak w każdej innej grupie znajdą się też Ci źli, niekompetentni, nierzetelni, nieludzcy czasem. Ale jak wielu jest tych dzielnych i wspaniałych? Tych, którzy nigdy nie wejdą na Czomolungmę, tych, którzy być może nie spełnią mnóstwa własnych marzeń, tych "bezimiennych", o których nikt nie opowie w radiu, nie pokaże ich w telewizji, nie napisze w Internecie, a którzy codziennie, z nieprzejednanym uporem toczą swoją, wcale nie mniejszą, walkę i poświęcają jej naprawdę wiele! Którzy mimo wszystko (bo jak w edukacji i medycynie jest, to każdy widzi) robią swoje i robią to codziennie najlepiej jak mogą, z uśmiechem i ludzką życzliwością. Lekarzy mam w swoim otoczeniu kilkoro, nauczycieli mnóstwo. Nauczycieli z pasją, inteligentnych i ciekawych ludzi, którzy dzień po dniu, od dziesięciu, dwudziestu, czterdziestu lat, robią, co tylko mogą, żeby szkoła była choć trochę lepsza. Żeby uczyła tego, co ciekawe i przydatne, żeby nie stawała się traumą... I nie robią tego dla pieniędzy (no przecież) czy sławy i poklasku. I nikt o nich nie myśli, jak o bohaterach.
A ktoś powinien.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz