czwartek, 19 marca 2020

Nadchodząca niezwyczajność

Marzec 2020
Przedziwne
przedwiośnie

Poprzedni rok był trudny. Zawiodłam się na kimś, komu ufałam. Ów ktoś zrobił coś, co jest dla mnie niemal definicją wbicia noża w plecy. Dużo pracowałam, w okolicznościach często niesprzyjających, i w międzyczasie studiowałam. Próbowałam tańczyć. Przejmowałam się wszystkim...
Styczeń i luty też były trudne. Styczeń był męczący. Luty był smutny.
Postanowiłam więc bardzo mocno, że marzec będzie dobry. I już. Musi być. Nie ma wyjścia.

W marcu były szkolne targi, a na targach było męcząco, ale miło. Byli pomocni i zaangażowani uczniowie, była nasza cudownie pozytywna i pełna energii pani dyrektor, byli dawni znajomi i była grupka mam, które uznały mnie za licealistkę.

W marcu była konstruktywna kłótnia. Trudno się kłócić z Karolem, bo Karol nie mówi. We mnie gotuje się cała tęczowa paleta emocji, ja płaczę, krzyczę i klnę (o borze sosnowy, ludzie nie wierzą, jak ja umiem kląć, ale we mnie jest zbyt wiele emocji, żeby tego nie robić!). Karol myśli i milczy. No, ale jakoś nam się udało. Pokłócić znaczy. To ważne. Kłótnie i kryzysy też są ważne dla związku. Nie może być bez przerwy cukierkowo nudno. Pogodzić też nam się udało. Ale kłótnie są ważne, bo pchają rzeczy na przód, pomagają skonfrontować punkty widzenia i pozwalają wypracować rozwiązania! I mam poczucie, że ta właśnie to zrobiła.

W marcu były też warsztaty. Warsztaty o zmianach w życiu. Nie byłam pewna, czy czegoś mnie nauczą. Nawet nie byłam pewna, czy są mi w tej chwili potrzebne. Ale uznałam, że nawet jeżeli nie, to zawsze będzie w tym jakaś dodatkowa wiedza psychologiczna, przydatna chociażby przy wychowawstwie czy tutoringu. Warsztaty miały również swoją część artystyczną i było to wspaniałe! We mnie siedzi bardzo artystyczna dusza, ale zazwyczaj wyrażam ją słowem (pisząc) albo ruchem (tańcząc), ponieważ talentu plastycznego mi brak. Plastyczne wyzwanie warsztatowe stało się więc dla mnie doskonałym pretekstem, żeby użyć markera, pióra, cienkopisów, a nawet spędzić pół dnia nad umywalką z pastelami i temperami (karolowymi oczywiście, nie posiadam takich rzeczy od podstawówki), barwnikami do tkanin, czerpanym papierem i płatkami kwiatów. Wiecie, to nie tak, że ja tu się bawię w jakąś sztukę przez bardzo małe „s” – ja po prostu biorę udział w warsztatach, bardzo rozwojowych, więc jak każą tworzyć, to tworzę!




W marcu są też koronawirus i kwarantanna. I to już nie jest takie dobre...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz