Marzec 2020
Przedziwne
przedwiośnie
Poprzedni rok był trudny.
Zawiodłam się na kimś, komu ufałam. Ów ktoś zrobił coś, co jest dla mnie
niemal definicją wbicia noża w plecy. Dużo pracowałam, w okolicznościach często
niesprzyjających, i w międzyczasie studiowałam. Próbowałam tańczyć.
Przejmowałam się wszystkim...
Styczeń i luty też były trudne. Styczeń był męczący. Luty był smutny.
Postanowiłam
więc bardzo mocno, że marzec będzie dobry. I
już. Musi być. Nie ma wyjścia.
W marcu były szkolne targi,
a na targach było męcząco, ale miło. Byli pomocni i zaangażowani
uczniowie, była nasza cudownie pozytywna i pełna energii pani dyrektor, byli
dawni znajomi i była grupka mam, które uznały mnie za licealistkę.
W marcu była konstruktywna kłótnia. Trudno się kłócić z Karolem, bo Karol nie mówi. We mnie
gotuje się cała tęczowa paleta emocji, ja płaczę, krzyczę i klnę (o borze
sosnowy, ludzie nie wierzą, jak ja umiem kląć, ale we mnie jest zbyt wiele
emocji, żeby tego nie robić!). Karol myśli i milczy. No, ale jakoś nam się
udało. Pokłócić znaczy. To ważne. Kłótnie i kryzysy też są ważne dla związku.
Nie może być bez przerwy cukierkowo nudno. Pogodzić też nam się udało. Ale
kłótnie są ważne, bo pchają rzeczy na przód, pomagają skonfrontować punkty
widzenia i pozwalają wypracować rozwiązania! I mam poczucie, że ta właśnie to
zrobiła.
W marcu były też warsztaty.
Warsztaty o zmianach w życiu. Nie byłam pewna, czy czegoś mnie nauczą. Nawet
nie byłam pewna, czy są mi w tej chwili potrzebne. Ale uznałam, że nawet jeżeli
nie, to zawsze będzie w tym jakaś dodatkowa wiedza psychologiczna, przydatna
chociażby przy wychowawstwie czy tutoringu. Warsztaty miały również swoją część
artystyczną i było to wspaniałe! We mnie siedzi bardzo artystyczna dusza, ale
zazwyczaj wyrażam ją słowem (pisząc) albo ruchem (tańcząc), ponieważ talentu
plastycznego mi brak. Plastyczne wyzwanie warsztatowe stało się więc dla mnie
doskonałym pretekstem, żeby użyć markera, pióra, cienkopisów, a nawet spędzić
pół dnia nad umywalką z pastelami i temperami (karolowymi oczywiście, nie
posiadam takich rzeczy od podstawówki), barwnikami do tkanin, czerpanym
papierem i płatkami kwiatów. Wiecie, to nie tak, że ja tu się bawię w jakąś
sztukę przez bardzo małe „s” – ja po prostu biorę udział w warsztatach, bardzo
rozwojowych, więc jak każą tworzyć, to tworzę!
W marcu są też koronawirus i kwarantanna. I to już nie jest takie dobre...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz