Wiosna 2020
Niezwyczajna
w czasach zarazy
Kwarantanna – Tydzień pierwszy
Jeżu kolczasty i borze sosnowy.
Nie rozumiem.
Może coś jest ze mną nie tak, ale nie rozumiem jak to się dzieje, że niektórzy po trzech czy nawet pięciu dniach w domu... narzekają, że się nudzą.
Rozumiem tych, którzy mają dość, bo np. mają w tym domu dwoje czy troje energicznych dzieci. Ale tych co się nudzą? No nijak.
Ja na razie zdążyłam zrobić zakupy nam i rodzicom, posprzątać, ugotować jedzonka z tych rzeczy, co najszybciej trzeba zjeść, znowu po tym posprzątać, zrobić dużo prania, przesadzić wiosenne kwiatki, zmienić fryzurę (minimalnie) i uratować zniszczone ciągłym myciem dłonie. No, odespać.
I zorganizować sobie pracę zdalną. Założyłam grupy z wszystkimi klasami, szykuję dla nich materiały, tłumaczę je na angielski i jestem niesamowicie podekscytowana! Normalnie uczę geografii dwujęzycznie. Teraz będę uczyć geography online (in the Time of Cholera).
Mój ulubiony moment to ten, kiedy z rozszerzeniem wchodzimy na poziom, w którym nawet po polsku korekta podkreśla na czerwono, a normalny słownik nie daje rady. I właśnie do niego doszliśmy. Abrazje, deflacje, detersje, detrakcje, eksfoliacje, eworsje, egzaracje, korazje... ach!
I absolutnie uwielbiam nauczycieli, z którymi pracuję! Dorotę i Elę, od angielskiego i polskiego, z którymi tworzymy silny team wychowawczyń klas ósmych i wspieramy się we wszystkim, również (a czasami nawet głównie) online. Asię od chemii, którą można o 23 w niedzielę zapytać o hydroksykrzemian (taki dajmy na to talk) i uwodniony krzemian (no na przykład taki illit), a Ona wszystko wyjaśni! Natalkę, która jest źródłem pozytywnego natchnienia! Piotrka, który ułożył mi wspaniały plan, ale potem go zmienił, ale to chwilowo nieważne, bo i tak nie muszę dojeżdżać...
W poniedziałkowe przedpołudnie siedzę w pracy (na kanapie) taaaka podekscytowana możliwościami, jakie daje „szkoła online” (np. z podstawą bawimy się w geografię mniej podręcznikową, a bardziej żywą i fascynującą – mam nadzieję), że nie mam czasu zjeść śniadania. Czyli poniedziałek jak każdy inny. No, prawie.
Mamy nawet pokój nauczycielski online. I korytarz szkolny też!
We wtorek wyciszam powiadomienia na fb, bo plumka mi beeeeez przerwy.
Tylko niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że my i uczniowie mamy teraz wolne!
Wciąż nie zdążyłam się zabrać za mnóstwo rzeczy, za które zabrać się chcę: sprawdzenie wszystkich klasówek, przygotowanie materiałów, które przygotować i tak chciałam (niezależnie od kwarantanny), przygotowanie wszystkich tych dodatkowych specjalnie na tę okoliczność, przypomnienie sobie map (jeżu i borze, jak człowiek łatwo pewne rzeczy zapomina!), napisanie trzeciego rozdziału drugiej magisterki, przeczytanie zaległych National Geographiców i Tatr, uporządkowanie notatek z jednych i drugich studiów, zrobienie albumów z dawno wywołanych zdjęć, regularne tańczenie, wymyślenie jakiejś nowej choreografii (w dość statycznej wersji – na dynamiczniejszą i bardziej przestrzenną podłogi nie starczy) i... jeszcze mnóstwo rzeczy. I jestem przekonana, że tych dwóch tygodni na wszystko mi nie starczy!
Żeby nie było – nie krytykuję. Jesteśmy różni. Pięknie różni.
Po prostu mnie to ciekawi...
Żeby nie było – nie krytykuję. Jesteśmy różni. Pięknie różni.
Po prostu mnie to ciekawi...
Co przyniesie drugi tydzień...?











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz