sobota, 2 maja 2020

Dziennik z czasów zarazy - tygodnie majowe


Wiosna 2020
Niezwyczajna
w czasach zarazy

Kwarantanna – Tydzień ósmy (majówkowy)

Wyczekana majówka!
Krótka w tym roku, ale i tak dobrze, że w ogóle jest. I można korzystać z ogródków działkowych i lasów, i to nawet bez maseczek. A to mi w zupełności wystarczy!

W czwartkowy wieczór zaczynam przygotowania. Robię wszystko to, co w każdy weekend zrobić trzeba – jakieś porządki i inne gotowanie. Kładę się o 5 nad ranem... Ale to wszystko po to, żeby naprawdę móc z tej majówki skorzystać... Bo zwariuję inaczej! Od 11 marca, od 7 tygodni, wyszłam z domu może ze 7 razy. Może nawet i 11, ale co najwyżej do paczkomatu lub sklepu. Przyrody mi trzeba!

Piątek spędzamy na działce Mamy Karola i w okolicznych lasach. Wśród krzewów i wysokich traw, przy samej dróżce, buszuje sarenka. A może to mała łania? Spora jak na sarnę... Jest całkiem blisko. Podchodzimy trochę bliżej, a ona  kilkoma niespiesznymi skokami – oddala się z godnością. Jest to dzień spaceru po lesie i drzemki w hamaku między drzewami. Wąchania obłędnie pachnącej czeremchy, a wieczorem słuchania szemrzącego deszczu!

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że...
Istnieją takie sprawy, których nigdy nie zrozumiem. Należy do nich prawo butelki. To prawo, zgodnie z którym pusta butelka staje się niepomiernie cięższa od pełnej i chociaż można ją było przynieść do lasu, to wynieść już się nie da. Ten plastik, który będzie się rozkładał tysiące lat... I to szkło, zwłaszcza teraz, kiedy jest taka susza! Jasne, można wynieść. Nie mieliśmy worka, ale chociaż tyle, ile mieści się w łapkach (w moich niewiele, ale w Karolowych już sporo). Ale to się nigdy nie kończy... Ileż można o tym mówić, uświadamiać, przypominać...? Powoduje to u mnie taką frustrującą bezsilność, że aż boli!


Skorupka - mała, błękitna... Może po młodej sójce?

W sobotę odwiedzamy moją Mamę i Jej działkę. Czereśnia już przekwita, ale nadal można się pod nią rozciągać. Trochę się boję stania na rękach, bo jest jej jednak mniej niż ściany i nie wiem, czy na pewno trafię... Ale i tak jest wspaniała!

Perspektywa - Karolowa. Styl - Kwarantannowy.
Maseczka z resztek naszego obrusa jest uszyta przez Mamę Karola.
Nerka na żel antybakteryjny do mycia łapek to prezent od przyjaciółki. 
I proszę, jak się wszystko ładnie komponuje!

 



Przekwita forsycja, zostało kilka tulipanów i ostatnie pojedyncze hiacynty. Są też wielkie magnolie. Jest cały dywan niezapominajek. Jest jabłonka, w której dużych kwiatach roją się cudownie brzęczące pszczoły. Będzie miód, będą jabłuszka...

Niezapominajkowy dywan z tulipanem i ślimaczkiem



Jabłonka z pszczółką (chyba nie widać) :) 

Jabłonka z księżycem (prawy dolny róg) :)

Nieśmiało zaczynają kwitnąć moje ukochane, pachnące upajająco, konwalie i bzy!



  
Najpiękniejszy czas w roku...



Kwarantanna – Tydzień dziewiąty i dziesiąty oraz jedenasty i dwunasty

Kolejne trzy weekendy maja spędzamy tak samo. W sobotę Działka Mamy Karola i – może niezbyt przyjemne, ale pożyteczne – zbieranie śmieci w lesie. W niedzielę działka mojej Mamy i – przyjemniejsze, choć nieco mniej pożyteczne – zbieranie konwalii i bzów.
Bywa chłodno i pochmurno. Ale bywa pięknie...








 


 Słońce świeci rozleniwiająco.
Powietrze pachnie obłędnie, upajająco, hipnotyzująco, powoli przekwitającym bzem.

I prawie można uwierzyć, że na świecie nie dzieje się źle. I chciałoby się położyć w hamaku i zasnąć, zasłuchaną w głosy ptaków...

A że nie można? Cóż... Takie czasy, że lepiej mieć pracy zbyt dużo, niż nie mieć jej wcale.

A tymczasem...

Słońce świeci rozleniwiająco.
Powietrze pachnie obłędnie, upajająco, hipnotyzująco, powoli przekwitającym bzem.

Niech kwitnie... Niech pachnie... Niech pozwala się podziwiać!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz