Luty 2022
Cisza przed burzą...
...czyli ferie zimowe.
Jesień w tym
roku w szkole... Była trudna. Ale na szczęście przeszyły świąteczności.
Zima w tym roku w szkole... Była
trudna. Ale na szczęście przyszły ferie.
Skoro po
miesiącach lockdownów wreszcie wróciłam do intensywnego tańczenia...
Postanowiłam też wrócić do sportów
zimowych, które kiedyś uwielbiałam.
Byliśmy
z Karolem w Szczyrku na nartach.
Wyjazd był mocno improwizowany,
Karol pożyczył cały sprzęt od brata i Taty, ja narty miałam, buty kupiłam w
Decathlonie w dziale dziecięcym (więc tańsze), zamiast spodni narciarskich
miałam nieprzemakalne legginsy i trekkingowe stuptuty... I było super, więc już
wiem, że będziemy to powtarzać.
Kupiłam też łyżwy za grosze (dziecięce na wyprzedaży), poszłam
na lodowisko, kibicowałam parom tanecznym na igrzyskach olimpijskich i
przypomniałam sobie, że kiedyś chciałam zostać łyżwiarką. I już o tym nie
zapomniałam. Do tańca w wersji aerial, baletowej i towarzyskiej dodałam
jeszcze cotygodniowe treningi z podstaw figurowej jazdy na rolkach (lodowiska
zdążyły rozmarznąć... Aczkolwiek rozważam przerzucenie się na jeszcze bardziej
urocze wrotki).
I to były naprawdę
udane ferie. Odpoczęłam (trochę).
Ale później...
Później wybuchła wojna.
I poza tym,
że starałam się pomóc, jak mogłam i komu mogłam... że starałam się zwalczyć to
okropne poczucie, że mogę tak niewiele... musiałam się zmierzyć z całą gamą
emocji i reakcji moich uczniów.
Te emocje
były różne, od prześmiewczych począwszy, na paraliżująco przerażonych skończywszy.
I one wszystkie wpływały ma moje... I nimi wszystkimi próbowałam się
zaopiekować.
I tylko te moje
pozostały sobie takie... niezaopiekowane.
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)

.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz