poniedziałek, 18 lipca 2022

Cisza przed burzą

 

Luty 2022

Cisza przed burzą...

...czyli ferie zimowe.

 

Jesień w tym roku w szkole... Była trudna. Ale na szczęście przeszyły świąteczności.

Zima w tym roku w szkole... Była trudna. Ale na szczęście przyszły ferie.

 

Skoro po miesiącach lockdownów wreszcie wróciłam do intensywnego tańczenia...

Postanowiłam też wrócić do sportów zimowych, które kiedyś uwielbiałam.

 


Byliśmy z Karolem w Szczyrku na nartach.

Wyjazd był mocno improwizowany, Karol pożyczył cały sprzęt od brata i Taty, ja narty miałam, buty kupiłam w Decathlonie w dziale dziecięcym (więc tańsze), zamiast spodni narciarskich miałam nieprzemakalne legginsy i trekkingowe stuptuty... I było super, więc już wiem, że będziemy to powtarzać.

 

Kupiłam też łyżwy za grosze (dziecięce na wyprzedaży), poszłam na lodowisko, kibicowałam parom tanecznym na igrzyskach olimpijskich i przypomniałam sobie, że kiedyś chciałam zostać łyżwiarką. I już o tym nie zapomniałam. Do tańca w wersji aerial, baletowej i towarzyskiej dodałam jeszcze cotygodniowe treningi z podstaw figurowej jazdy na rolkach (lodowiska zdążyły rozmarznąć... Aczkolwiek rozważam przerzucenie się na jeszcze bardziej urocze wrotki).

 

Początek ferii to cudownie pozytywna WOŚP!

 
A ferie to również chwila dla siebie, m.in. na "włosing",
czyli naturalną, ziołową pielęgnację :)


W takim uroczym miejscu mieszkaliśmy... 

 
I takie mieliśmy ładne schody! :)

A widoki ze stoku - też ładne.

 
Na nartach było tak...

 
...a na łyżwach tak...


  
albo tak :)


I to były naprawdę udane ferie. Odpoczęłam (trochę).

 

Ale później...

Później wybuchła wojna.

 

I poza tym, że starałam się pomóc, jak mogłam i komu mogłam... że starałam się zwalczyć to okropne poczucie, że mogę tak niewiele... musiałam się zmierzyć z całą gamą emocji i reakcji moich uczniów.

 

Te emocje były różne, od prześmiewczych począwszy, na paraliżująco przerażonych skończywszy. I one wszystkie wpływały ma moje... I nimi wszystkimi próbowałam się zaopiekować.

 

I tylko te moje pozostały sobie takie... niezaopiekowane.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz